-Nie gniewam się.Wiele osób mówi mi,że ta obroża jest brzydka i takie tam,też tak uważam,ale przyzwyczaiłem się do jej brzydoty.A poza tym,jakbym chciał ją ściagnąć,a nie chce,chociaż może kiedyś...to bym nie mógł.I nie,nie powiem czemu.-uśmiechnąłem się drapiąc się po szyi tylną łapą.Swędziało mnie tam strasznie,i trochę bolało...ale się bałem.Bałem się komukolwiek o tym powiedzieć,bo boję się że mi ją zdejmą a będzie cholernie boleć.
Jeszcze raz uśmiechnąłem się do Renesmee i przysiadłem obok niej.
***
Zeszłem do salonu,i leżałem na dywanie.Po kilku minutach przyszła Renesmee.
-Cześć,znowu.-zachichotała
-Cześć-odaprłem uśmiechem.Renesmee przysiadła obok kominka.-Słyszysz?-zagadnąłem
-Co?-zapytała Renesmee nie odwracając wzroku od tańczących płomieni zza szyby
-Ten wkurzający dźwięk...Mucha!-szczeknąłem i wyskoczyłem w górę próbując złapać owada zębami.Renesmee odwróciła się w moją stronę i zaczeła się śmiać.Nie dziwię się jej!Próbowałem złapać chyba cztery muchy,które ciągle siadały mi na nosie.Uderzałem się w niego,chcąc je złapać,potykałem się o własne nogi,robiłem fikołki...Niezdara ze mnie.W końcu skoczyłem tak wysoko,że je zjadłem.
(Renesmee? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz