sobota, 20 lipca 2013

Od Lake'a

Odprowadziłem wzrokiem wychodzącego psa, na jego pysku malował się grymas rozczarowania.
Zapukałem cichutko w drzwi.
- Renesmee? - szepnąłem. Jeśli spała, nie chciałem jej obudzić.
- Tak, Lake? - odpowiedział mi słabiutki głosik. O Boże! A jeszcze tak niedawno brzmiał jak najpiękniejsze dzwonki, taki delikatny...
Wziąłem głęboki oddech i wszedłem do pokoju.
Na łóżku leżała suczka, niby ten sam pyszczek, ale... Wyglądał zupełnie inaczej. Choć wypadek wydarzył się niedawno, Renesmee już była zmizerniała. Powieki miała do połowy przymknięte, jedna łapa zwisała jej z łóżka, a tylna była cała w gipsie...
Pyszczek miała przyozdobiony pięknym uśmiechem, słabym, ale jakże urzekającym.
- Nessie... - w oczach stanęły mi łzy. Jestem facetem i co z tego, skoro suczka moich marzeń leżała bezradnie, cała połamana, w dodatku zakażona jakimś wirusem!
- Lake! - skarciła mnie swoim ochrypłym głosem. - Tylko nie płacz...
W jej idealnych oczach pojawiła się wilgoć, zamrugała kilka razy, ale to nic nie dało. Rozpłakała się, wiedziała co ją czeka... I ja też wiedziałem.
- Co ci się stało...? - szepnąłem podchodząc bliżej.
- Tyle by opowiadać... - mruknęła. Otarłem jej delikatnie łzę.
- Nie przemęczaj się. Musisz odpoczywać.
- Lake, dlaczego nie bawisz się z resztą na balu? - spytała oskarżycielskim tonem.
- Słucham? Nessie! Ze świadomością, że leżysz w pokoju obok i umierasz?! To nie zabawa! - zaskamlałem cicho.
- Przesadzasz... - spojrzała mi prosto w oczy.
- Nie. Chcę spędzić z tobą jak najwięcej czasu.

<Renesmee?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz