niedziela, 21 lipca 2013

od Jessy do Matt'a dog's life


-co się stało?
spytałam patrząc na niego
-a coś od razu musiało się stać?
Machną obojętnie rękami
-przecież widzę,że coś nie tak
powiedziałam
Naprawde zaczeł mnie niepokoić
-to przezemnie tak ?
Usiadłam na fotel
-nie
powiedział spokojnie
-więc...
Zapadła chwila ciszy ...
-Matt dlaczego mi nie powiedziałeś
Zauważyłam bandaż
-ale o czym?
-ten bandaż nie jest nie widzialny ,
a chyba tyle nie przytyłeś

Westchnełam,oparłam głowę o dłoń
-i co my teraz zrobimy?
nie możesz iść...
-dam radę
-to miało mnie podnieść na duchu,że nie bede ciebie niesc?
i tak chyba będę musiała zrobić...
-nie naprawde dam radę
powiedział uparcie
-jaka to jest rana?
-otwarta
powiedział przybity
-a więc ... jeśli zakazisz ranę,czyli obce ciała dostaną się
do środka...będziesz w poważnym stanie tak zwanym krytycznym
albo nawet możesz umrzeć...
więc proszę,proszę
Popatrzyłam się mu w oczy uśmiechnełąm się i pomyślałam wtedy
damy radę...
Zmieniłam się w psa,wziełam Matt'a na plecy
-naprawde musimy to robić?
-tak nie chce żeby coś ci się stało...
I wyruszyliśmy w strone ośrodka...
-wiesz dlaczego byłam taka niecierpliwa?
-właśnie dlaczego?
-zawsze kiedy ktoś odemnie odchodził już nie wracał
a ja czekałam całe życie..na moich rodziców
teraz oni poczekaja na mnie

Migiem dotarliśmy do ośrodka,spojrzałam na Matt'a
on nic nie mówił widziałam tylko jak marnie z twarzy...
Zaczełam szczekać najgłośniej jak się da...
Po chwili podszedł do nas jeden z opiekunów
spojrzałam na Matt'a jeszcze przedchwilą był człowiekiem
a już jest psem...sprycirz pomyślałam

Opiekun zabrał Matt'a do jakiegoś pomieszczenia poszłam
za nimi...

(Matt?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz